Fotograf: Ola Wilczek
Miejsce: Malta
Ślub plenerowy jako wyzwanie fotograficzne
Ten reportaż to przykład ślubu plenerowego zorganizowanego poza schematem. Uroczystość o międzynarodowym charakterze, zmienne warunki i brak klasycznej sali weselnej sprawiły, że był to wymagający, ale niezwykle satysfakcjonujący reportaż ślubny.
Takie realizacje bardzo dobrze pokazują, jak ważne w fotografii ślubnej są doświadczenie, elastyczność i umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji.
Reportaż ślubny w trudnych warunkach
Bardzo dobrze pamiętam pierwszy ślub, który fotografowałam. Stres był tak ogromny, że nie umiałam ani spać, ani jeść. Bo chociaż praca fotografa na ślubie z boku może wyglądać na łatwą i przyjemną, w rzeczywistości jest niesamowicie wymagająca, wyczerpująca i odpowiedzialna. A jednocześnie… ogromnie satysfakcjonująca. Kocham tę robotę!
Dlaczego o tym piszę?
Bo przed ślubem Marie-Claire i Rafała czułam się dokładnie tak samo, jak kilka lat temu przed ślubem Pauliny i Marcina, czyli pierwszej pary, która mi zaufała. Trudne warunki oświetleniowe, całe przyjęcie po zachodzie słońca, w plenerze. Inne zwyczaje, obcy język, zupełnie nowa dynamika wydarzeń.
Międzynarodowy charakter uroczystości
Ale wiecie co? To była niesamowita przygoda. Na każdym kroku spotykałam się z ogromną życzliwością i uśmiechem. Ten ślub od początku miał bardzo międzynarodowy charakter, co w naturalny sposób wpłynęło na atmosferę i przebieg całego dnia.
Nietypowy przebieg wesela plenerowego
Ślub na Malcie bardzo różni się od typowego polskiego wesela. A już ze śląskim nie ma wiele wspólnego 😉
Ceremonia odbywa się o 18.00. Wcześniej się nie da, szczególnie latem, bo goście po prostu by się roztopili. Potem zaczyna się standing party na zewnątrz. Jest przestrzeń na swobodne rozmowy, w tle gra zespół jazzowy.
Oczywiście są też przygotowane miejsca siedzące dla tych, którzy nie dadzą rady długo stać, a kelnerzy roznoszą słodkie i wytrawne przekąski. No i działa open bar. Gdzieś po drodze pojawia się grill, żeby nikt nie był głodny, a o 22.00 zaczyna się impreza z DJ-em.
Przed północą tort, o północy rzut bukietem i zakończenie przyjęcia. Co ciekawe, wesela maltańskie bywają naprawdę ogromne. Zaprasza się wszystkich znajomych, sąsiadów, dalszą rodzinę. Kilkaset osób nie robi na nikim wrażenia.
I powiem Wam jedno. Taka forma przyjęcia naprawdę bardzo mi pasuje.
Chętnie zobaczyłabym więcej takich ślubów plenerowych w Polsce.
Reportaż ślubny na Śląsku – doświadczenie, które procentuje
Choć ten reportaż powstał w wyjątkowych warunkach, doświadczenia z takich realizacji bezpośrednio przekładają się na moją pracę przy ślubach i weselach plenerowych na Śląsku. Praca w zmiennym świetle, dynamiczny przebieg uroczystości i brak schematów to sytuacje, z którymi często spotykam się również podczas reportaży ślubnych realizowanych w Katowicach, Bytomiu i okolicach.
Fotografia ślubna to nie tylko ładne kadry, ale przede wszystkim umiejętność reagowania na to, co dzieje się tu i teraz. Dlatego podczas reportaży ślubnych na Śląsku pracuję w sposób elastyczny i reportażowy, dopasowując się do miejsca, pogody i charakteru uroczystości.
Fotografuję śluby plenerowe i reportaże ślubne głównie na Śląsku — w Katowicach, Bytomiu, Tarnowskich Górach i okolicach. Moje doświadczenie w pracy w zmiennych warunkach oraz reportażowym stylu pozwala mi uchwycić prawdziwe emocje, niezależnie od światła czy planu uroczystości. Jeżeli planujecie ślub plenerowy lub kameralne wesele na Śląsku, chętnie porozmawiam o Waszej wizji.
O mnie
Nazywam się Ola Wilczek i pracuję jako fotograf ślubny na Śląsku. Tworzę reportaże ślubne w naturalnym stylu, bez nadmiernego pozowania i bez presji. Najważniejsze są dla mnie emocje, relacje i prawdziwe momenty, które dzieją się między ludźmi.
W dniu ślubu staram się być cichym obserwatorem. Nie reżyseruję, nie ustawiam na siłę, nie poprawiam rzeczy, które są autentyczne. Wierzę, że najlepsze zdjęcia powstają wtedy, gdy możecie być sobą i skupić się na sobie nawzajem.
Fotografuję śluby w Bytomiu, Tarnowskich Górach, Katowicach i w innych miastach na Śląsku. Każdy reportaż traktuję jak osobną historię, bo każdy ślub jest inny i każdy zasługuje na własną opowieść.